Nie tylko o podręcznikach
-
Tegoroczny sezon podręcznikowy był z pewnością lepszy niż poprzednie. Dla księgarzy to pocieszający fakt, jednak trudno jednoznacznie stwierdzić, jakie były tego prawdziwe powody.
Patrząc z perspektywy kilku lat na brak reakcji (w większości przypadków) na nielegalny handel w szkołach, zastanawiam się czy organizacje księgarskie nie powinny w takich przypadkach od razu kierować do prokuratury zawiadomienia o uzasadnionym podejrzeniu popełnieniu przestępstwa.
Być może ten organa państwa zbada obiektywnie tę sprawę i da nam jasną odpowiedź. Jeśli okaże się, że szkoły działają zgodnie z prawem, to my z pewnością przestaniemy ten temat poruszać, bo szanujemy prawo. Mamy kasy fiskalne, każdy klient otrzymuje od nas paragon itd. Codziennie jesteśmy do dyspozycji urzędów skarbowych, PIP, ZUS-u itd.
Powie ktoś, że kierowanie sprawy do prokuratury jest niepotrzebne i przedwczesne. Dlaczego? Przecież mimo obowiązywania wielu ustaw, w praktyce ciągle jest tak, że prawo swoje, a życie swoje - jedni muszą mieć kasy fiskalne, aby prowadzić działalność gospodarczą, a inni nie muszą.
Każdy księgarz może podać wiele przykładów ze swojego terenu, jak w minionym okresie w szkołach dyrektorzy bez obawy na konsekwencje prawne i finansowe oraz w sposób nieskrępowany wywieszali listy z podręcznikami z informacją, że np. taki i taki podręcznik do nabycia u nauczyciela, w szkole, w bibliotece, itp.; lub że będzie kiermasz szkolny (nie kupować w księgarni!). Niektórzy dyrektorzy nawet takich list nie wywieszali – we wrześniu dzieci otrzymywały całe komplety za pobrane już w maju pieniądze! Dla takich dyrektorów my, księgarze jesteśmy konkurencją. Nie skłamię, kiedy powiem, że tak myślących i postępujących dyrektorów jest jeszcze wielu.
W tym roku handel podręcznikami w wielu szkołach znikł zupełnie. Jednak z informacji napływających z różnych stron Polski wiem, że w wielu szkołach zmieniono jedynie formy sprzedaży. Obecne metody sprzedaży bezpośredniej przez wydawców edukacyjnych we współpracy z pedagogami, czy rodzicami można porównać do dobrze zorganizowanej działalności konspiracyjnej. I zdaje się, że tylko my widzimy samochody z podręcznikami podjeżdżające pod szkoły. Pomimo sygnałów ze strony księgarzy w tej sprawie, czytałem odpowiedzi kuratorów pełne zaprzeczeń co do występowania w podległych im placówkach tego niezgodnego z prawem procederu. Czy mamy więc zatem do czynienia ze zmową milczenia?
Jak w takiej sytuacji mają funkcjonować niezależne księgarnie? Jak długo mogą działać w warunkach nieuczciwej i niezgodnej z prawem konkurencji? Gdzie podział się zwykły szacunek do państwa i prawa?
Takich i podobnych przykładów można by mnożyć. Każdy wydawca, hurtownik, księgarz ma zapewne swoje racje, kierując się swoim dobrem. Jednak nie można zaprzeczyć, że w naszej branży źle się dzieje. Sądzę, że nadszedł najwyższy czas, aby wszystkie te sprawy po prostu mądrze uporządkować.
Mamy świadomość, że wśród księgarzy również są ludzie nieuczciwi. Nic to nowego. Ludzie działający wg zasady „byle dziś” znajdują się wszędzie.
Rolą organizacji księgarskich jest takim ludziom mówić o ich złym postępowaniu. Są jeszcze inne, bardziej skuteczne metody, np. brak możliwości dokonywania zakupu u wydawcy czy hurtownika. To wówczas automatycznie eliminuje „pirata książkowego” z rynku.
Kończąc ten wątek chciałbym powiedzieć, większość księgarzy na co dzień bardzo dobrze współpracuje ze szkołami i nauczycielami. Wiele konkursów, czy zawodów być może nie odbyło by się bez naszej pomocy, ponieważ często wspieramy wszelkiego rodzaju inicjatywy kulturalne i społeczne, a liczba otrzymanych przez nas dyplomów i podziękowań może zaświadczyć o wielkiej i twórczej roli księgarzy w lokalnych środowiskach. Jako księgarze chcielibyśmy, aby książka postrzegana była jako dobro kulturalne. Dlatego chcemy przyciągnąć do naszych księgarń (placówek kulturalnych) jak najwięcej dzieci i młodzieży. Wiemy, że duża grupa ludzi rzadko chodzi lub wcale do księgarni. Z powodu zakupu podręczników jest jednak okazja, aby chociaż raz w roku młodzi ludzie i ich rodzice mogli zobaczyć także inne książki. Wydawcy i nauczyciele powinni nam w tym pomagać. Księgarze bowiem są pomocnikami w rozwoju i wychowaniu człowieka.
Niepokojącym, niestety, zjawiskiem jest sprzedaż poprzez Internet. Po wejściu na stronę wirtualnego sklepu obserwujemy, że ceny sprzedawanych tam książek są bardzo często takie same jak w hurtowniach (w których my kupujemy) bądź nawet tańsze. Jak to wyjaśnić i czym uzasadnić? Jak księgarz w takiej sytuacji może sprzedać zakupioną w hurtowni książkę? Czy ma sprzedawać taniej niż kupi, by sprostać takiej konkurencji?
Różnego typu sklepy internetowe sprzedają z zyskiem, bo bazują na 45-55 proc. rabacie. Dlaczego księgarniom niezależnym nie udziela się takiego? Co jest złego w tym, że chcemy być traktowani w ten sam sposób? Dlaczego konkurencja nie może opierać się na jasnych i uczciwych zasadach? Przecież klient sam wybierze sobie miejsce zakupu.
Kolejną sprawą jest kupowanie na tzw. paragon. Aż nie chce się wierzyć, ale naprawdę są hurtownie, w których można dokonać takiego zakupu. Osoby prywatne mogą kupić po cenie hurtowej (takiej samej jak księgarz) nawet duże ilości książek. Czy tylko dla siebie? Czy może odsprzedają je potem z zyskiem na bazarze? Traci księgarz i budżet państwa. Rozwija się za to szara strefa. Z kolei w hurtowniach papierniczych, tekstylnych i innych wiszą ogłoszenia typu: „Sprzedaż tylko dla firm prowadzących działalność gospodarczą”. I tam naprawdę tej zasady się przestrzega. Z ciekawości sam próbowałem i odmówiono mi, a sprzedawca podał adresy sklepów, gdzie mogę kupić taki sam towar! Oczywiście mógłbym, gdybym miał stosowne zaświadczenie o prowadzeniu takiej działalności gospodarczej. Jak widać inni mogą, nasze środowisko jeszcze ciągle nie.
Na koniec słów kilka o ustawie o książce. Czytam wypowiedzi wielu znakomitych publicystów, redaktorów i osób od wielu lat związanych z naszą branżą księgarską. Mam jednak wrażenie, że nasze środowisko podczas debat nad propozycją ustawy, ponownie chce odkryć Amerykę. Wielu z nas nie dostrzega faktu, że odkryto ją dawno temu. Bo tak odbieram różnego rodzaju żale, troski, obawy, utyskiwania i zastanawianie się „co by było gdyby”.
Uważam, że aby przekonać parlamentarzystów o celowości uchwalenia tej uchwały powinniśmy, jako ludzie książki mówić jednym głosem .Ustawa jest potrzebna i należy ja uchwalić. Możemy się kłócić o szczegóły, ale cel jest jasny i oczywisty. Dlaczego nie możemy tak po prostu odwzorować ustawy, np. od Francuzów, czy Niemców i spotkać się w gronie wszystkich zainteresowanych, dokonać potrzebnych korekt i możliwie szybko wprowadzić w życie zapis uchwały. Przecież jeśli w tamtych krajach rynek wydawniczo- księgarski ma się w miarę dobrze, to, moim zdaniem, nie ma na co czekać. Wynajdywanie różnych kwestii spornych nie przyspieszy działań w tej sprawie. Takie czy inne problemy zawsze będą. Dyskusja nt. powyższej ustawy powinna obecnie skupiać się tylko i wyłącznie na zapisach dotyczących spraw prawidłowego funkcjonowania rynku. Zapisy powinny określać co wolno, a czego nie wolno w relacjach między podmiotami na rynku książki - wydawcą, autorem, hurtownikiem, księgarzem, bibliotekarzem itd. Mając do dyspozycji dorobek i doświadczenia wielu narodów Europy powinniśmy bez trudu taką ustawę dobrze opracować i uchwalić. Powołany do prac zespół powinien mieć w swoim składzie przedstawicieli wszystkich zainteresowanych stron, bez wyjątku. Każdy powinien mieć możliwość zaprezentowania swoich racji i zadawania pytań. Jestem pewny, że tym sposobem szybciej osiągniemy nasz cel.
***
Z okazji Świąt Bożego Narodzenia pragnę złożyć w imieniu swoim oraz wszystkich moich kolegów zrzeszonych w OSK życzenia wszelkiej pomyślności, zdrowia, stabilizacji w prowadzeniu Waszych Firm oraz by w nadchodzącym Nowym Roku nasz Sejm uchwalił ustawę o książce.
Jan Kasprzyk
OSK Śląsk
"Wiadomości Księgarskie", grudzień 2007, nr 4 (53)





