Wspólne działania w sprawie ustawy o książce
Poszukiwani chętni do ustawy -Wiadomości Księgarskie- marzec nr1(54)
-
Nowy Rok witaliśmy z nadzieją, że niekończące się debaty nt. ustawy o książce zakończą się wreszcie sukcesem. Ze smutkiem obserwuję jednak, że obecnie wiele osób z naszej branży wygłasza całkiem nowe, wręcz skrajnie różne opinie w tej sprawie. Mało tego, zapytana wprost osoba o powody zmiany swoich poglądów czuje się obrażona i trudno nie ulec wrażeniu, że „kombinuje” co powiedzieć, aby źle nie wypaść i dalej błyszczeć jedynie słusznym blaskiem. Mam tu na myśli postępowanie osób jeszcze nie tak dawno mówiących o pilnej wręcz potrzebie stworzenia ustawy o książce, a dzisiaj szukających powodów jej nie uchwalania.
Każdy wydawca, hurtownik, księgarz, czy autor przyzna mi rację, że od wielu lat mówi się i pisze o potrzebie powstania ustawy i uchwalenia jej przez Sejm. Przytaczane były liczne argumenty, mające potwierdzenie w istniejących regulacjach prawnych państw starej „15” unijnej. Co się więc stało? Skąd ta amnezja?
Z ostatnich targów książki w Krakowie przywiozłem pozycję „Ustawa o książce – za i przeciw” przygotowaną pod redakcją Renka Mendrunia. Po jej lekturze doszedłem do wniosku, że jest to opracowanie przeciwników regulacji rynku książki w Polsce (jest to moja prywatna opinia, małego prowincjonalnego księgarza). Rzetelna analiza wielu zjawisk, które w innych krajach wystąpiły po uchwaleniu Ustawy o książce zmusza do myślenia i refleksji. Wypada też zgodzić się ze sceptykami, że taka ustawa nie rozwiąże wszystkich naszych problemów. Jednak czy jest to wystarczający argument przeciw ustawie? Np. istniejący Kodeks Drogowy stanowi zbiór przepisów o ruchu drogowym. Wypadki i łamanie przepisów, jak wiemy, były, są i będą. Widzimy więc jasno, że kodeks ten też nie rozwiązuje wszystkich problemów! Strach jednak pomyśleć, co by się działo gdyby tego kodeksu nie było? Nie wspomnę już o Dekalogu!
Osobiście cieszy mnie wypowiedź Piotra Marciszuka, prezesa PIK-u, że dla niego: „najważniejsze jest to, że obecnie wydawcy z księgarzami i księgarze z wydawcami chcą rozmawiać, i że głębokie podziały i niechęci odeszły do przeszłości” („Wiadomości Księgarskie” nr 4(53), s. 16). Chętnie bym w te słowa uwierzył, ale mam oczy i uszy otwarte i widzę jeszcze wiele negatywnych zjawisk w naszych wzajemnych relacjach. Mimo to jest wielka szansa na dobrą współpracę i tego się trzymajmy.
Z wieloma moimi kolegami z OSK (rozpoczął te działania Jerzy Mechliński) od kilku lat dążymy do tego, aby wydawcy zechcieli rozmawiać z księgarzami i współpracować na konkretnych i uczciwych zasadach. Powstanie Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Księgarzy, a w konsekwencji OSK było wynikiem funkcjonowania negatywnych zjawisk, przybierających na sile, z coraz większą szkodą dla rynku książki w Polsce.
Z perspektywy 19 lat pracy w zawodzie księgarza mogę powiedzieć, że jedynie pierwsze lata były spokojne i oparte na pewnych ustalonych i w miarę uczciwych zasadach. To co wydarzyło się po reformie oświaty, to równia pochyła w dół. Co roku niemal inne zasady i inny tzw. „sezon” (o stertach nikomu nie potrzebnych podręcznikach, aż strach wspominać). Nie sposób zapomnieć tego stania w długich kolejkach za podręcznikami i prawdziwego „polowania” na niektóre tytuły. W miarę upływu lat następował rozwój działalności poszczególnych wydawnictw w organizowaniu „kiermaszów szkolnych”, działalności różnych akwizytorów, akcji promujących książki poprzez organizowanie dla nauczycieli wycieczek, fundowaniu upominków itd.
Nadszedł jednak czas nowelizacji Ustawy o systemie oświaty i wejście w życie art. 22b, który zakazał jednoznacznie sprzedaży nowych podręczników przez pracowników szkół.
Dzięki temu nielegalny handel w placówkach oświatowych został w pewnym stopniu zatrzymany, są jednak szkoły, gdzie nie przestrzega się przepisów ustawy i dlatego od nas samych, ale też i od nowego rządu zależeć będzie, jakie w tym roku wydane zostaną szczegółowe rozporządzenia dla wojewodów, kuratorów, dyrektorów szkół i przedszkoli, aby do końca wyeliminować „szarą strefę z placówek oświatowych”.
Ja i moi koledzy z OSK, jak również wielu księgarzy z innych organizacji księgarskich (SKP, IKP) mamy nadzieję, że w tym roku będą podjęte konkretne prace nad wprowadzeniem ustawy o książce, która w pewnym stopniu da początek regulacji rynku książki, co pozwoli nam w bardziej normalny sposób prowadzić swoją działalność księgarską.
Klinicznym, naszym zdaniem, przykładem deregulacji rynku książki spowodowanym brakiem stosownej ustawy jest między innymi stosowanie dumpingowych cen na książki przez niektóre wydawnictwa (często stanowiących 20 proc. ceny zakupu przez księgarza) oraz sprzedaż (np. VII tomu Harrego Pottera) przez różne sklepy wielko powierzchniowe książek w cenie poniżej 50 proc. ceny drukowanej na książce, a także w miejscach stanowiących obrazę książki jako dobra kultury (zdjęcie obok), czy na stacjach paliw.
W środowisku ludzi książki najczęściej podaje się Ustawę Langa jako model ustawy o książce, ale sądzę, że należałoby bardzo poważnie brać pod uwagę rozwiązania niemieckie, które w sposób zadowalający przecież funkcjonują już od ponad stu lat.
Jakże często politycy oraz bardzo ważni urzędnicy i ludzie elit wypowiadają się, że musimy dostosować nasze prawo do sprawdzonego prawa w Unii. Ciekawe więc, dlaczego w tej materii jest ciągle inaczej?!
Apeluję po raz kolejny, w imieniu swoim i członków OSK, o zorganizowanie wspólnego spotkania wszystkich organizacji działających na rynku książki i rozpoczęcie prac nad polską ustawą o książce.
Jan Kasprzyk (OSK)





