• Księgarstwo polskie „w drodze”

  • W ostatnim piętnastoleciu, oswajając się z nową rzeczywistością, przeszliśmy – jako księgarze – dość długą i trudną drogę. Księgarnie, funkcjonujące przez dziesięciolecia jako instytucje państwowe, przekształcały się w małe przedsiębiorstwa prywatne. Różne były sposoby tych transformacji: jedni przejmowali placówki „PP Dom Książki”, inni budowali swoje księgarnie od podstaw. Jedni i drudzy, jak żadna inna grupa zawodowa przemysłu kulturotwórczego, przystosowali się szybko do reguł gospodarki rynkowej. Niestety, w ciągu paru ostatnich lat obserwujemy nie tylko stagnację, ale bardzo wyraziście zarysowująca się recesję. Skutkiem takiego stanu, szczególnie w mniejszych miejscowościach widoczny jest gwałtowny spadek ilości księgarń niezależnych czy choćby punktów księgarskich. Pojawiające się nowe kanały dystrybucji książek: hipermarkety, duże sieci specjalistyczne prowadzące agresywne techniki komercjalizacji, zaniżające ceny, aby przyciągnąć klientów – nie mają nic wspólnego z autentycznym upowszechnianiem kultury. Nie są w stanie dotrzeć do szerokiego kręgu odbiorcy. Książka stała się dla nich tylko jednym z wielu towarów, a jako zwykły towar nie spełnia swojego zadania, przestaje więc być dobrem kultury. Powinno to budzić niepokój nie tylko wśród księgarzy czy wydawców, ale przede wszystkim wśród elit rządzących.. Tymczasem obserwujemy, ani książka, ani przemysł kultury z nią związany, nie był dotychczas w Polsce przedmiotem głębszej refleksji publicznej. W tym miejscu warto może na nowo zdefiniować pojęcie książki. Książka to myśl ludzka, to wytwór kultury duchowej i materialnej. Jest narzędziem utrwalania oraz przekazywania tekstów językowych i pozajęzykowych. Należy do środków komunikacji o najdłuższej tradycji i szczególnym znaczeniu społecznym, towarzyszy bowiem rozwojowi cywilizacji od momentu wynalezienia pisma, czyli od przełomu IV i III w. p.n.e. Z powyższego wynika również, że książka to informacja. Znamienne, że słowo to pochodzi od łacińskiego wyrażenia informo, co znaczy kształtować, tworzyć, wyobrażać sobie, przedstawiać, opisywać, kreślić, kształcić, uczyć, jak również od wyrazu informatio, który oznacza wizerunek, zarys, pojecie. Zatem książka to podstawowe narzędzie w rozwoju społeczeństwa, państwa, cywilizacji; a jako taka powinna być dostępna szerokiej rzeszy odbiorców. Rzecz jasna brak dostępu do tego narzędzia musi przyczynić się do zahamowania rozwoju, a może nawet upadku młodego pokolenia zarówno w dziedzinie nauki jak i kultury. Z doświadczeń innych krajów wynika, że nawet w dobie tak dynamicznie rozwijających się elektronicznych massmediów, książka jest i pozostanie najważniejszym elementem wychowania, rozwoju kultury i edukacji. Jest ona zarówno ambasadorem, jak i jednym z najważniejszych świadectw rozwoju cywilizacyjnego i kulturowego narodu. Co zatem dzieje się w Polsce, dlaczego dostęp do książki jest coraz trudniejszy mimo ogromnej nadpodaży? Powszechnie mówi się, że cena jest tą barierą, ale czy rzeczywiście tak jest, albo czy tak być musi? Przyjrzyjmy się nieco temu problemowi. Szybkie przystosowanie się księgarzy do nowej, wolnorynkowej gospodarki, było również wynikiem dynamicznego rozwoju wydawnictw, a więc lawinowego przyrostu liczby wydawanych książek. Wydawałoby się, że o to chodziło, nareszcie na rynku ukazały się niemal wszystkie ważniejsze, a do tej pory nieobecne tytuły. Dlaczego więc jest źle, skoro jest tak dobrze? Dlaczego widmo likwidacji księgarń niezależnych jest tak bardzo powszechne? Dlaczego książka nie trafia do szerokiego odbiorcy? Do XVIII w. wydawcy często zajmowali się sprzedażą książek odbiorcy finalnemu. Wraz ze stopniowym wzrostem nakładów, coraz wyraźniej rysował się podział funkcji – wydawca wydawał książkę, przekazywał ją księgarzowi, który trafiał do czytelnika. Jednak i to okazało się niewystarczające, wraz ze wzrostem nakładów i różnorodnością tytułów powstał element pośredni, czyli hurtownik. I tak powoi wydawca tracił pełna kontrolę nad procesem dystrybucji. Książka stawała się zwykłym towarem, co było bardzo niebezpieczne, doprowadzało do spadku sprzedaży książki wolno rotującej (czyli trudniejszej), na korzyść książki szybko rotującej (tzw. hitów), a więc często literatury słabszej. Mogło to spowodować wolniejszy rozwój nauki i kultury. Utrata pełnej kontroli rynku przez wydawców przyczyniła się również do powstania wielu nieporozumień miedzy poszczególnymi poziomami dystrybucji. Postanowiono więc rynek ten poddać głębokiej regulacji czy to poprzez umowy branżowe, czy w późniejszym czasie poprzez ustawy. We wszystkich krajach rynek branży wydawniczo – księgarskiej został w taki czy inny sposób uporządkowany. W Polsce w 1990 r. stopniowo zaczęto dochodzić do ustalonych sposobów rozprowadzania książki, powstawały bardzo liczne kanały dystrybucji, następowało zatarcie poszczególnych poziomów. Wydawca stał się jednocześnie sprzedawca końcowym, hurtownik stał się detalistą. Jeden poziom zaczął wykluczać drugi, powstał niesamowity chaos, wydawca stracił kontrolę nad wydawanym tytułem. Księgarnia – ogniwo właściwie najważniejsze (trafia prawie do każdego odbiorcy, ma doskonałą orientację na temat pobytu, jego wielkości), pozostając na łasce lub niełasce wydawcy czy hurtownika – przegrywa, nie jest w stanie z nimi konkurować. Doprowadziło to do sytuacji, w której cierpimy nadprodukcję przy jednoczesnym braku tytułu na rynku. Druga przyczyną obecnego chaosu jest brak prawidłowych tabel marżowych, często więc nadmierne rabatowanie, co niekoniecznie oznacza, że książka staje się tańsza, wręcz odwrotnie, nie można nigdy ustalić jej prawidłowej kalkulacji. To wszystko doprowadziło do niewydolności dystrybucji, a przy dużej nadprodukcji, musi doprowadzić do załamania się rynku książki. Brak prawidłowego rozeznania potrzeb właściwych poszczególnym warstwom społeczeństwa. Zanika zasada, zgodnie z którą pewna, lecz powolna sprzedaż jednych książek, z korzyścią kompensowana przez sprzedaż równie pewną, lecz szybszą innych pozycji, sprzyja wzrostowi pierwszej grupy. Wszystko to może zachwiać równowagę w całości branży i doprowadzić do ruiny nie tylko księgarzy, ale i wydawców. W związku z powyższym wzywamy elity rządowe, aby w myśl art. 6. Konstytucji Rzeczpospolitej Polskiej, stworzyły warunki upowszechniania i równego dostępu do dóbr kultury wszystkim obywatelom Należy niezwłocznie rozpocząć prace nad Ustawą o książce. Jesteśmy przekonani, że książce jako dobru kultury należy się szczególna troska i ochrona, należy doprowadzić do takiej sytuacji, w której księgarnie jako placówki upowszechniania kultury będą mogły spokojnie się rozwijać. Wyciągajmy wnioski z historii, gdzie już w średniowiecznych uniwersytetach istniał urząd stacjonarjusza, to jest urzędnika, którego pieczy powierzono troskę o dostarczanie ksiąg żakom, magistrom, i profesorom. W statutach uniwersytetu ufundowanego przez Kazimierza Wielkiego, w roku 1364 jest wzmianka o nadaniu przywilejów sprzedawcom ksiąg (dlatego uważa się go za początek księgarstwa polskiego). Oby droga, pełna nadziei, jaką księgarze polscy w 1990 r. zaczęli kroczyć, nie doprowadziła donikąd. Oby nie stało się tak, że w projektach napraw państwa polskiego zabraknie stosownych przepisów chroniących polską książkę, podstawowe narzędzie, za pomocą którego buduje się ład i praworządność. Król Bożenna SKP Okręg Katowice